Popularne posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

podlaskie Szeptuchy - pomysł

03.08.14
Po dwóch dniach u moich rodziców przytyłem prawdopodobnie kolejne 2 kilogramy. Pocieszające jest to,  że przy mojej nadwadze być może ich za bardzo nie widać. Mniej pocieszające jest to, że ciągle się ona zwiększa. Za każdym razem wyjeżdżając z mojego rodzinnego miasta jestem przejedzony. Z jednej strony pobyt w rodzinnym domu daje mi jakiś rodzaj wolności i swobody. Coś na zasadzie: mogę wszystko. Stąd wewnętrzne przekonanie, że mogę jeść nawet 4 kg pokarmów dziennie. Z drugiej zaś powód przejedzenia jest banalnie prosty. Moja mama świetnie gotuje.
Zupełnie się nie śpiesząc wyruszyliśmy około 14. Podróż w upale upływała dosyć sprawnie. Wielu kierowcom się wyjątkowo tego dnia śpieszyło i co kilka kilometrów z dziką satysfakcją wyprzedzał nas kolejny wariat. Po około godzinie zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. Nie musieliśmy tankować. Poprzedniego dnia zalałem do pełna. Chciałem, żeby Leon wyprostował nogi. To był pierwszy dzień naszego wspólnego wyjazdu, więc wypadało kupić dla Leona jakieś zabawki. Wybrał samochód: fiat grande punto. (mam nadzieję, że z czasem będzie miał lepszy gust :-)) i przytulankę. Tym razem był to kogut.
Ja natomiast kupiłem sobie audiobook. Pierwsze co wpadło mi do rąk. "SEJF" Pana Sekielskiego. Kiedyś uważałem go za całkiem niezłego dziennikarza. Dziś nie mam zdania na jego temat. Może dlatego, że nie oglądam telewizji i nawet nie wiem cy jest jeszcze aktywny zawodowo. W każdym razie  nie mam pojęcia dlaczego wybrałem właśnie tą pozycję. Nie zastanawiałem się nad tym. Wziąłem coś co mnie nie odstraszało. Niczym ciekawym się nie wyróżniała. W każdym razie po 10 minutach byliśmy w samochodzie. Leon walczył z nowym samochodem. To jest ten model przykręcany do kartonu na śruby. Nie da się go zwyczajnie odpakować. Ja natomiast starałem się prowadzić i słuchać jednocześnie.
Proza pisana całkiem poprawnie. Czytana chyba lepiej niż napisana. Historia nie wiem o czym, bo słuchałem tylko 40 minut. Dojechaliśmy na miejsce i musiałem skończyć. Jedyne miejsce gdzie dziś mogę słuchać płyt to własnie samochód. Mój komputer nie posiada już tego sposobu odczytywania informacji zapisanych w formie elektronicznej.

Zameldowani kręciliśmy się po hotelu, a ja zacząłem zastanawiać się nad tym co usłyszałem. W krótkim fragmencie książki pojawiła się postać podlaskiej szeptuchy, która to niby w magiczny sposób leczy ludzi. Historia pana Sekielskiego jest dosyć mocno i szczegółowo osadzona w realiach. Nazwy ulic, skwerów, zasady obowiązujące w służbach specjalnych, itd. Nigdy nie słyszałem i podlaskich uzdrowicielkach, więc nie było wyjścia; musiałem to sprawdzić.

Okazało się, że faktycznie one istnieją. W internecie jest masa wpisów i historii z nimi związanych.
Znam siebie. Musiałem działać szybko. Jeśli chcę do nich jechać to muszę to zrobić teraz, już, natychmiast. Za miesiąc mój entuzjazm będzie mniejszy. Za dwa zapomnę. Jednak nie mogę tak po prostu pojechać, zobaczyć, wrócić. Muszę zrobić z tego historię.
Pojawił się pomysł! Trzeba go zrealizować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz